I oto jest! Kolejna wiadomość na portalu randkowym! Widocznie nowe zdjęcie przyciąga większą uwagę. A może to po wakacjach? Nie wiadomo. Ale odpisuję, może to właśnie miłość mojego życia? Korespondencja z poprzednią osobą okazała się klapą. To nie było to… właściwie to nie wiem – bo w pewnym momencie, bez znaczącego powodu, moje wiadomości zaczęły pozostawać bez odpowiedzi.

A Ty? Pamiętasz ten moment kiedy całkowicie się zaangażowałaś, bo myślałaś, że to jest właśnie to. Spędziliście cudowne chwile na wycieczce rowerowej, kilka dni później na koncercie. Mieliście wspólną pasję – muzykę, podobne poczucie humoru. Aż pewnego dnia powiedział, że ma dość skomplikowaną sytuację, przestał się odzywać na dwa tygodnie, a jedyną oznaką, że nadal żyje były publikowane na Facebook’u zdjęcia ze „spontanicznego, kilkudniowego urlopu” w towarzystwie przyjaciółek i znajomego geja (teraz pytanie – o kogo być zazdrosnym?)

Tak więc wymieniam usilnie kolejne wiadomości, jednocześnie sprawdzając Instagrama w oczekiwaniu na nowe zdjęcia Justina Biebera (tak, śledzę go!) lub Xaviera Dolana (jego też!) albo Enyi (też nie wiedziałem, że ma Instagrama). Postanawiam odezwać się na Facebooku do Noy – dziewczyny z Izraela, którą trzy lata temu poznałem w Stanach. Nie wiem właściwie od czego zacząć, więc wymieniamy kilka zdań typu „wszystko dobrze”, „pracuję nad muzyką”, „pracuję w armii” i tak dalej. Rozmowa kończy się dość szybko (sądząc po ilości wiadomości), ale i tak przykuwa mnie do okienka czatu na dobre kilkadziesiąt minut. W tym momencie do pokoju wszedł mój kot i niby przypadkowo wysłał emotikonę nosa wyglądającą jak męskie genitalia do mojej niedawnej rozmówczyni. Uznałem, że to najlepszy czas, by zniknąć na jakiś czas z niebieskiej sfery, usunąć Noy ze znajomych, zawiesić konto na portalu, znaleźć paszport i wyjechać do Chin. Albo po prostu zamknąć zakładkę. I oto, po zamknięciu zakładki pojawia się kolejna – z kolejnym portalem. Tam dwie wiadomości, jedna z propozycją gotowania tylko w czapce szefa kuchni oraz druga z tajemniczym, niezobowiązującym „hej”.




Na pierwszą wiadomość odpisuję „nie”. Na drugą odpisuję hej. I czekam – żadna z wiadomości nie doczekuje się odpowiedzi. Przynajmniej przez najbliższe pół godziny. Postanawiam zrobić sobie przerwę. I idę do innego pokoju – tam siedzi babcia. Babcia patrzy na jeden z tak popularnych w Polsce tureckich seriali (już obiecałem moim dziewięciu koleżankom, że w przypadku wejścia Islamu mają ze mną ślub gwarantowany – czy tego chcą, czy też nie). Z babcią się przywitałem, zerknąłem na telewizor. Dostałem powiadomienie, że otrzymałem wiadomość. Zerkam – chwila czatu. Okazało się, że film się skończył, a babcia poszła do kuchni lepić pierogi.

Siedzę więc sam. I patrzę na ulubione miejsce babci. Patrzę i liczę. Ile to już spotkań? Ile setek wiadomości? Ile zawodów, ile fałszywych uniesień, ile zainwestowanej energii i entuzjazmu dla znajomości, które nie mają szans na dalsze istnienie. Tyle osób pojawiło się w moim życiu, tyle odeszło. A babcia nadal siedzi, nadal opiekuje się kwiatami, by było ładnie. Ubiera się w swój fartuch i lepi pierogi, bo ja je lubię. I tak lepi już od 24 lat. To babcia prowadziła mnie do przedszkola. To babcia zmusza mnie do brania probiotyku, bo mam teraz problemy z żołądkiem. To babcia cieszy się, gdy wypróżnię się po wielu dniach zatwardzenia. Nie mówi, że jest zmęczona czy słaba, by nie zajmować mnie swoimi problemami.

Podobnie moja mama. Gotuje obiad, bym nie musiał się tym zajmować i mógł skupić na pracy. Dzwoni do mnie i pyta, czy wszystko dobrze i czy na pewno dojechałem po kilkugodzinnej podróży pociągiem.

Ale wiesz co? Ja wolny czas wolałem poświęcać wirtualnym znajomościom. Osobom, które nie wiedzą, że codziennie pracuję nad tym, by rozwijać swoją pasję. Osobom, które nie rozumieją jakie to dla mnie ważne. Osobom, które nigdy nie zainteresowały się co u mnie, no chyba, że w ramach „a u Ciebie?” Nie można ich winić – każdy ma swoje życie. Czas na dalekich znajomych jest bardzo ograniczony.

Czas na obcych też. I to jest właściwe. Wiecie dlaczego? Bo babcia nie będzie wiecznie siedzieć i czekać na moment, by lepić pierogi. Mama też nie będzie wiecznie gotowała obiadu i czekała na telefon ode mnie. Każda wiadomość i czas spędzony na mało istotnych znajomościach jest czasem niespędzonym z tymi, którzy są naprawdę blisko.

Nie zrezygnuję z pracy. Ale w wolnym czasie będę umacniał i podtrzymywał kontakt z najważniejszymi w moim życiu osobami. Zamiast sześciu wiadomości – upiekę dobre ciasteczka, które lubi moja babcia. Zamiast kolejnego smsa – zadzwonię do mamy. Zamiast trzeciej pierwszej randki w tym tygodniu – spotkam się z przyjaciółką. Bez telefonów i bez YouTube’a. Bez telewizora.

A wtedy, po tym całym czasie – odpiszę na czekające na niektórych portalach wiadomości. Nie wcześniej.

Jestem pewien, że wielu z Was jest w podobnej sytuacji. Teraz zastanów się, co możesz z tym zrobić. Kim są najważniejsze dla Ciebie osoby? Czy poświęcasz im wystarczająco czasu? Podziel się w komentarzu!

0 komentarzy

Wyślij komentarz