Cóż za wspaniały dzień! Mogę pisać kolejnego bloga, który ukaże się w poniedziałek o 18:00. Nie rozprasza mnie nic. W pokoju nie ma żadnych mebli. Właściwie prawie żadnych, bo panowie cały czas mocują się z szafą pełną ciuchów. Zostaną same ściany. Lampy też nie ma, zgodnie z ideą przywracania naturalnego rytmu swojego ciała.

Tak. Postanowiłem zostać minimalistą.

Czym jest dla mnie minimalizm? Na pewno nie wyrzuceniem wszystkich rzeczy, które posiadam. I ograniczeniem się do symbolicznej setki przedmiotów. To jest tak zwany „ideał”. Ale życie nie jest ideałem i nie każdy zorientowany na minimalizm musi pasować do tej konkretnej formy. Co to znaczy? Że nie musisz próbować wepchnąć się do tej delikatnej, porcelanowej wazy. Ja też nie. Zresztą, zgodnie z moim empirycznym doświadczeniem, nie jest tam zbyt komfortowo.

Waza

To nie jest ta waza. Ale tamta była podobna.

Sama filozofia wywodzi się oczywiście z poglądów religijnych, ale taką prawdziwą „mekką minimalizmu” stała się Japonia. Ja jednak, ze względu na moje krytyczne podejście do wielu aspektów życia poszczególnych krajów azjatyckich (nazwy niektórych z nich rymują się z „wazeliny”, a niektóre z „konia”), będę trzymał się pochodzenia czysto filozoficznego (bez względu na pochodzenie niektórych systemów). Idea jest prosta – uproszczenie swojego życia. Myślę, że dzisiaj to nietrudne – wystarczy, zgodnie ze współczesnym trendem, wziąć kredyt na sześćdziesięciocalowy telewizor marki **** i jakoby wymuszamy na sobie już dalsze upraszczanie. (Nie ma takiej marki. Wymyśliłem ją, żeby nie zostać posądzonym o lokowanie produktu. Gdybyś jednak zastanawiał się nad kupnem, to polecam telewizory marki Rubin. Robią dobry sprzęt odkąd pamiętam)

Jak ja widzę życie minimalisty?

Dla mnie to przede wszystkim życie z taką ilością przedmiotów nad którą jesteśmy w stanie panować. Jeśli więc gdzieś w kątach walają się przedmioty, na krześle leżą nienoszone ubrania, nie masz czasu odkurzać tłoczącej się na półce pamiątkowych figurek – oznacza, że przekroczyłeś tę granicę. Warto więc zastanowić się co się stało. Może po prostu jesteś bałaganiarzem i masz gdzieś, że wieczorem ciuchy nadal leżą rozwalone na podłodze. Albo faktycznie Twoja szafa nie mieści już ilości posiadanych ubrań. Trzeba więc zdecydować, co potrzebujesz. W każdej sferze swojego życia. W przypadku większości przedmiotów to proste – używasz lub nie używasz.

W moim pokoju znajduje się łóżko, pianino, szafa i biblioteczka. Jest jeden wyjątek w moim minimalizmie – inwestuję bardzo dużo pieniędzy w książki. Nie ufam do końca internetowi (między innymi dlatego) i chociaż większość rzeczy staram się wirtualizować, to najważniejsze dla mnie książki, takie jak słowniki, książki specjalistyczne czy ulubione pozycje, które wniosły coś do mojego życia. Łatwiej jest mi przewracać, wracać, robić zakładki i podkreślać, dopisywać niż na Kindlu. Oczywiście pozostałe tytuły, które wiem, że przeczytam tylko raz (tutaj wspomnę, że podczas czytania każdej z książek robię notatki) kupuję w wersji elektronicznej – bo nie zabiera to miejsca, niewiele kosztuje oraz posiada wszystkie inne zalety, które możesz sobie wymyślić. Nie wspomnę już o bibliotekach, które są wspaniałą kopalnią wiedzy!

Minimalistic mood #cooking #kitchen #knife #pot #balance #minimalism #soup

A photo posted by @dominikbrendan on

Jeszcze są płyty muzyczne. Też kupuję te, które wnoszą w moje życie coś wspaniałego. Mam wieżę stereo, która odtwarza CD i USB. Innego odtwarzacza CD nie posiadam, więc archiwizuję muzykę u koleżanki. Gdy chcę posłuchać innych utworów niż te w mojej bibliotece – wtedy korzystam ze Spotify. Nie mam wykupionej płatnej subskrypcji po tym, gdy nagle usunięto dwa moje ulubione albumy (mimo posiadania konta premium).

Po tym wirtualnym wstępie, biorę głęboki wdech i mogę ze spokojem ducha zacząć zastanawiać się nad swoim życiem. W „Sztuce prostoty” przeczytałem:

„Najpierw zrób porządek ze swoim otoczeniem, potem zadbaj o swoje ciało, by móc skupić się na uwznioślaniu umysłu”

I niech ten cytat będzie wstępem do moich kolejnych postów. 🙂