pianinoPrzede wszystkim jestem człowiekiem. I myślę, że to już dużo powie czytelnikowi, gdyż dzisiaj coś nam z tego człowieczeństwa zaczyna uciekać. Ja w sobie pragnę człowiecze wartości kultywować i nie ulegać presjom zewnętrznym, że powinno myśleć się tak czy siak. To nie moja bajka, ja myślę jak czuję. A czuję, że myślę zgodnie z sobą.

Myślę, że gdyby kopać głębiej, mógłbym też nazwać się artystą. Kiedyś nazwałbym się muzykiem, a jeszcze kiedyś wcale bym się bał używać tytułu muzyka czy artysty, bo jakby mnie to nie dotyczyło. Dzisiaj wierzę, że jestem artystą i czynię wszelkie kroki by w tej kwestii się udoskonalać. Nie wierzę jednak w powszechnie przyjęty obraz artysty jako twórcy, geniusza czy jak inaczej można określać artystów. Ja uważam siebie za odtwórcę, za odbiornik, którego zadaniem jest dostrajanie się przez całe życie. I nie patrzę na siebie jako na autora tych rzeczy, które odbieram, ale raczej jako przekaźnik.

Dlaczego nie określam siebie jako muzyka? Właściwie to się określam, gdyż właśnie to jest moją główną profesją, a jednak mimo wszystko preferuję słowo artysta, bo jakoś tak ogólniej oddaje to, co robię nie tylko muzycznie. Kiedyś odrzucałem taką ideę, że mógłbym robić coś poza muzyką, jednak doświadczyłem swego czasu długiego okresu wyjałowienia muzycznego, natomiast zaczęły pojawiać się inspiracje w innych sferach. Blokowałem się, przestałem tworzyć cokolwiek. A przecież artystą się jest w każdym momencie, nie tylko przy instrumencie lub mikrofonie. Dlatego zacząłem pozwalać tym innym inspiracjom też zaistnieć na tym naszym świecie. Stąd moje przekonanie, że lepiej mnie określa przymiotnik artysty.

Coś tak czuję, że warto wyjaśnić Ci także kwestię mojego pseudonimu artystycznego, który ostatnimi czasy sprawiał więcej kłopotów niż pożytku, ale jednak czuję do niego sentyment i gdzieś tam w tej nazwie skrywa się moja ambicja twórcza. Jak można się domyślić, Dominik to moje imię od urodzenia. Brendan to w jednym z celtyckich dialektów kruk, a ptaki te były zawsze dla mnie godne podziwu.